Nie piszę wtedy, gdy mam wenę.
Piszę wtedy, gdy jest 5:30 rano, kawa jeszcze parzy język, a cały dom śpi.
Piszę wtedy, gdy nic mi się nie chce.
Gdy brakuje słów, pomysłów i sensu.
Bo wiem, że jeśli tego nie zrobię, ta historia zostanie tylko w mojej głowie. A tam nikt jej nie przeczyta.
Pisanie nigdy nie było dla mnie zwykłym hobby.
To codzienny trening dyscypliny, który zmienił wszystko inne w moim życiu.
Pisanie:
- uczy mnie wytrwałości,
- zmusza do szukania prawdy,
- pomaga lepiej słuchać — innych i samego siebie.
Przez lata pracowałem w sprzedaży, budowałem swoje firmy, dziś prowadzę akademię sportową i buduję korty padlowe.
Ale to właśnie pisanie po cichu, bez świateł reflektorów, bez braw i fanfar, nauczyło mnie najwięcej o mnie samym.
Dwie napisane powieści?
To tylko produkty uboczne.
Najważniejsze rzeczy dzieją się pomiędzy zdaniami.
Tam, gdzie codziennie siadam do pustej kartki i mówię sobie:
„Nie musisz pisać dobrze. Wystarczy, że napiszesz.”
I tak to działa.
A Ty? Co robisz codziennie, co wygląda jak hobby, a tak naprawdę buduje Twój charakter?