Zrobiłem audiobook AI. I dziś wiem, że to nie był najlepszy pomysł.
Kiedy wydawałem „Układ”, chciałem zrobić wszystko dobrze.
Książka papierowa. Ebook. I oczywiście audiobook.
Wydawało mi się, że audiobook AI to świetny pomysł.
Technologia jest dziś niesamowita.
Sztuczne głosy brzmią coraz bardziej naturalnie.
Produkcja jest szybka, tańsza i dostępna dla niezależnych autorów.
Pomyślałem więc: dlaczego nie spróbować?
Dziś wiem, że ta decyzja nauczyła mnie jednej ważnej rzeczy.
Książka to nie tylko tekst
Po publikacji zaczęły pojawiać się pierwsze opinie.
Niektóre były dobre. Inne bardziej krytyczne.
Jedna z recenzji szczególnie zapadła mi w pamięć:
„Historia sama w sobie jest ciekawa i mogłaby wciągnąć czytelnika od pierwszych minut. Niestety w wersji audiobooka ogromnym problemem jest lektor AI. Sztuczny głos sprawia, że bardzo trudno skupić się na treści. Brakuje emocji, naturalnej intonacji i tego ‘czegoś’, co żywy lektor potrafi wnieść do książki.”
Ta opinia dała mi do myślenia.
Bo zdałem sobie sprawę z jednej rzeczy.
Audiobook to nie jest tylko czytanie tekstu.
To interpretacja.
To emocje.
To tempo.
To pauzy.
To właściwie melodia opowieści.
A ja nigdy nie byłem człowiekiem, który dobrze odróżnia melodie.
Nie jestem muzykiem, nie mam szczególnego słuchu do takich rzeczy.
Dla mnie najważniejszy był zawsze tekst.
Chciałem pójść na skróty
Prawda jest też taka, że chciałem trochę pójść na skróty.
Profesjonalny lektor to koszt.
Produkcja audiobooka to proces.
AI dawało prostą drogę.
Klikasz.
Generujesz.
Publikujesz.
Dla niezależnego autora to bardzo kuszące.
Ale w przypadku audiobooka skróty szybko wychodzą na jaw.
Bo słuchacz nie słyszy technologii.
Słuchacz słyszy historię.
A właściwie – powinien ją poczuć.
Co mnie jeszcze zaskoczyło
Druga rzecz, której zupełnie nie doceniłem, to skala audiobooków.
Dopiero po publikacji zobaczyłem, ile osób w ogóle nie sięga już po książkę papierową, tylko słucha historii w samochodzie, na spacerze czy podczas treningu.
Trochę mnie to zaskoczyło.
Bo ja wciąż jestem człowiekiem książki.
Lubię papier.
Zapach druku.
Moment, kiedy przewraca się kolejną stronę.
I pewnie zawsze będę miał do tego słabość.
Ale dziś widzę też jasno: dla wielu ludzi audiobook jest jedyną drogą do historii.
Czy żałuję?
Nie.
Bo każda książka to też nauka.
Jako autor wciąż jestem przekonany, że najważniejsza jest książka – papierowa lub elektroniczna.
To jest dla mnie fundament.
Ale dziś wiem też jedno:
dobry audiobook potrzebuje dobrego lektora.
Nie algorytmu.
Człowieka.
Kogoś, kto rozumie historię i potrafi ją opowiedzieć.
Co dalej
Nie wykluczam, że kiedyś „Układ” dostanie nową wersję audiobooka.
Z prawdziwym lektorem.
Bo ta historia zasługuje na emocje.
A emocji nie da się wygenerować jednym kliknięciem.