Skąd się biorą moje książki?
O jednej książce, notatnikach i pytaniu „A co jeśli…?”
Naprawdę. Ani szkolnych lektur, ani tych „dla przyjemności”.
Dopiero latem, po ósmej klasie, kiedy czekałem na liceum, sięgnąłem z nudów po przypadkową książkę z półki:
„Morderstwo w Sądzie Najwyższym” – Margaret Truman.
I wtedy się zaczęło.
Pamiętam, że przeczytałem ją jednym tchem.
Po raz pierwszy w życiu poczułem, że książka może wciągnąć mocniej niż jakikolwiek film.
Od tamtej pory… czytam wszystko. Szczególnie thrillery, kryminały, powieści z tajemnicą w tle, noblistów.
Ale nie tylko czytam.
Od dziecka prowadzę pamiętniki i notatniki.
Zapisuję wszystko:
• pomysły,
• zdania zasłyszane w trolejbusie,
• plany,
• zadania,
• marzenia,
• a czasem tylko jedno słowo, które mnie gdzieś poruszyło.
To z tych notatek rodzą się fabuły.
Nie mam jednej metody.
Czasem to scena, którą widzę oczami wyobraźni.
Czasem rozmowa. Czasem jedno pytanie:
„A co jeśli…?”
Piszę to, co sam lubię czytać.
Tworzę historie, które chciałbym zobaczyć na ekranie albo wciągnąć nocą przy lampce.
Bo dla mnie pisanie to nie zawód.
To drugi sposób oddychania.
—
Jeśli też prowadzisz notatniki – napisz w komentarzu, co tam chowasz.
A jeśli nie… może warto zacząć od jednego zdania.