Padel w Polsce 2026 — gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy
Skąd się bierze thriller — jak piszę książki między kortami a życiem
Ludzie często pytają mnie, kiedy właściwie piszę. Odpowiedź ich zaskakuje: wtedy, kiedy nie mam na to czasu.
Jestem przedsiębiorcą. Prowadzę klub, doradzam inwestorom, zajmuję się fundacją. Mam dzięki temu kalendarze, które wymagają ciągłego zarządzania. Pisanie książek nie mieści się w żadnym z nich.
I właśnie dlatego powstało.
Oto historia dwóch książek — skąd przyszły, gdzie byłem, kiedy je pisałem i dlaczego thriller wydał mi się jedynym gatunkiem, w którym mógłbym napisać prawdę.
* * *
„Próba” — książka z trasy przez Zwoleń
Był taki period w moim życiu, kiedy jeździłem do Warszawy co weekend.
Żona mieszkała w Lublinie, ja już przeniosłem się do Warszawy. Nie było jeszcze trasy szybkiego ruchu. Była droga przez Zwoleń — długa, monotonna, ta sama co tydzień. Kilka godzin w samochodzie, sam na sam z myślami i radiem, którego w końcu przestawałem słuchać.
Na tej trasie jest kapliczka. I jest blok — taki zwykły, szary, z łuszczącą się farbą na elewacji. Nie wiem, dlaczego akurat ten blok. Może dlatego, że zawsze mijałem go o tej samej porze, w tym samym świetle, i za każdym razem zastanawiałem się: kto tam mieszka? Co się za tymi oknami dzieje?
Thriller zaczyna się zawsze od pytania: co by było, gdyby?
Zacząłem wyobrażać sobie sceny. Najpierw ludni, potem sytuacje, potem napięcie. Jadąc tą samą trasą przez miesiące, układałem w głowie całą strukturę książki. Kapliczka, blok, las przy Zwoleniu — to wszystko weszło do „Próby”.
Pisanie odbywało się urywkami. W hotelach w trakcie wyjazdów służbowych. W samochodzie — nie za kierownicą, ale kiedy czekałem na parkingu. Rano, przed dziewiątą, kiedy reszta świata jeszcze nie zaczęła pisać do mnie maili.
Ta książka nie powstałaby, gdybym miał na nią czas. Powstała dlatego, że go nie miałem — i musiałem być z nią wtedy, kiedy mogłem.
* * *
„Układ” — książka o mieście, które znałem od środka
Warszawa była moim życiem przez lata. Nie turystyczną Warszawą — tą z Krakowskiego Przedmieścia i Stare Miasto na pocztówkach. Warszawą z sal konferencyjnych, restauracji, w których podpisuje się umowy, i ludzi, którzy mają władzę i doskonale o tym wiedzą.
To jest świat, który ludzie z zewnątrz sobie wyobrażają, ale rzadko kiedy widzą od środka. Ja go widziałem. I przez długi czas nie wiedziałem, co z tym zrobić.
„Układ” to czysta fantazja — postacie są wymysłem, fabuła jest fikcją. Ale mechanizmy, które opisuję: sposoby, w jakie władza się chroni, jak układy działają cicho i skutecznie, jak niektórzy ludzie są po prostu — nietykalni. To nie jest fantazja.
Najlepsze thrillery nie są nieprawdziwe. Są prawdziwe w sposób, którego gazety nie potrafią opisać.
Pisałem „Układ” z przyjemnością, którą chyba tylko pisarze rozumieją: przyjemnością mówienia rzeczy, których nie można powiedzieć wprost. Fikcja daje wolność, której nie daje żadna inna forma wypowiedzi.
* * *
Jak to w praktyce wygląda
Nie jestem pisarzem, który siada codziennie rano do biurka i wypełnia kontyngent słów. Nie mam na to warunków. Ale mam coś innego: głowę, która nie wyłącza się po wejściu na kort ani po wyjściu z sali konferencyjnej.
Sceny przychodzą w ruchu. Na korcie, w samochodzie, na spacerze. Kiedy jestem „za” ekranem, prawie nigdy. To odkrycie zmieniło mój sposób pracy — nie tylko przy pisaniu.
Jak wygląda mój proces:
- Notatki głosowe w telefonie — każda scena, która przyjdzie podczas jazdy, treningu, przechadzki. Nie redaguję. Nagrywam.
- Pisanie w blokach — godzina albo dwie, kiedy wszystko inne jest zamknięte. Wczesny ranek jest dla mnie nietykalny.
- Struktura najpierw — nie siadam do pisania rozdziału, jeśli nie wiem, czym się skończy. Thriller wymaga logiki. Każda scena musi wynikać z poprzedniej.
- Długie przerwy — potrafię nie tknąć rękopisu przez miesiąc. I wrócić ze świeżym okiem, które widzi to, czego za blisko nie widać.
* * *
Dlaczego thriller, a nie coś innego
Pytano mnie o to nie raz. Dlaczego nie powieść obyczajowa? Nie autobiografia? Nie biznesowy non-fiction?
Odpowiedź jest prosta: bo w thrillerze można napisać prawdę pod osłoną fikcji. I bo nikt nie czyta thrillera z ołówkiem, szukając, kto jest kim.
Ale przede wszystkim — dlatego, że thriller ma dokładnie tę strukturę, którą lubię w myśleniu. Problem, napięcie, pozorne rozwiązanie, prawdziwe rozwiązanie. To jest też struktura dobrego pitch decka. Dobrej negocjacji. Dobrego meczu.
Pisanie thrillera nauczyło mnie budowania napięcia. Biznes nauczył mnie, kiedy je rozluźniać.
* * *
Co dalej
Obydwie książki są dostępne. I obydwie mają — co mnie wciąż zaskakuje — swoich wiernych czytelników, którzy piszą do mnie, że coś w nich rozpoznali.
Pracuję nad kolejną książką. Nie powiem jeszcze, o czym. Powiem tylko, że przeniesiemy się do Lublina.
Jeśli jeszcze nie czytałeś — zaczynaj od którejkolwiek. Obie są niezależne. Znajdziesz je na pasicki.pl/ksiazki.
Michał Pasicki